Członkowie Klubu Kinomana interesują się nie tylko filmem, ale również innymi dziedzinami kultury.

25 stycznia obejrzeli w łódzkim Teatrze Małym zabawną brytyjską farsę „w stylu angielskim” – ” Doktorze, Pan tak nie może” Joya Goodwill’a, w reż. Mariusza Pilawskiego.

Sztuka opowiada o chorobliwie zazdrosnym mężu, Bobie (w tej roli znakomity Rafał Dąbrowski), leczącym się po kryjomu nie tylko z zazdrości, ale przede wszystkim z daleko idącego nieopanowania. Mężczyzna ze zgrozą rozpoznaje, że do tej samej przychodni psychoterapeutycznej przyszła jego żona Kathy. Bob, udając doktora Greena, zmusza świeżo zatrudnioną sekretarkę Amy, żeby wystąpiła przed Kathy jako doktor Foster i wyciągnęła z niej, z jakiego powodu, z kim i od kiedy Kathy go zdradza. Bo przecież na pewno go zdradza i on tego po prostu nie wytrzyma! Już po chwili Bob żałuje, że wpadł na tak głupi pomysł, bo w poradni pojawia się kochanek jego żony, przed którym przecież również muszą udawać: Amy- doktora Fostera, a Bob-wciąż nieobecnego doktora Greena. Sytuacja się nieco komplikuje, kłamstwa się nawarstwiają i wszystko nieuchronnie zmierza do ostatecznej psychokatastrofy,  która oczywiście nie ma wielkiego sensu, jak flegmatycznie zauważa znikający ochroniarz i eksperymentator farmakologiczny Johnny.

Treść i wymowę sztuki można opisać jako absurdalną zabawę scenicznymi sytuacjami, stwarzającą prowokację do osiągnięcia pełnego luzu i zapomnienia o szarej rzeczywistości.

Nasi szkolni kinomani mieli okazję przekonać się, że chociaż kino i teatr to, wydawałoby się, pokrewne sztuki, to jednak na wielu płaszczyznach są niemal sobie przeciwne, zarówno, jeśli chodzi o odbiór danej historii przez widza, jak i pracę nad nią od zaplecza: reżysera, aktorów i całej ekipy współtworzącej film czy sztukę teatralną.

Podstawowa różnica jest taka, że oglądając film, oglądamy jedynie kopię jednokrotnie nagranych scen. Oczywiście przy produkcji filmu tworzy się i powtarza wiele ujęć, jednak efekt, który trafia do widza, jest niczym obrazek. Można go oglądać wielokrotnie, ale będzie to wciąż ten sam obrazek. Na deskach teatru wszystko dzieję się na żywo. Mamy prawdziwą relację między aktorami a publicznością. Zawsze jest możliwość, że coś pójdzie nieco inaczej i choć może widz nie zauważy równicy między grą aktora tego i następnego dnia, to jednak wie, że aktor gra tu i teraz i tej gry nie powtórzy już nigdy.

Ze względu na sposób oglądania sztuki i filmu, różna jest także gra aktorska. W teatrze niemożliwe są zbliżenia, aktor gra całym ciałem. W kinie mamy zbliżenia i możemy zobaczyć każdy grymas na twarzy aktora. W teatrze widz może skupić się na jednej lub drugiej postaci, sam wybiera, na czym aktualnie skupia swoją uwagę. W filmie jest zmuszany przez reżysera niejednokrotnie do tego, by przyglądać się tylko jednemu aktorowi, mimo, że w scenie bierze udział kilku.

Członkowie Klubu Kinomana zgodnie przyznali, że spotkanie teatralnej ekipy z widzami to zupełnie odmienne, niepowtarzalne emocje. Aktor może zareagować na śmiech, okrzyk, oklaski dochodzące ze strony publiczności, może dojść do interakcji, a nawet – tak być powinno. Często zdarza się, że sztuka udaje się właśnie wtedy, gdy publiczność żywo reaguje na to, co dzieje się na scenie.

Przyjemnie jest podejść do aktorów po zakończeniu spektaklu, podziękować, zamienić kilka słów, wręczyć kwiaty, czego nie odmówili sobie nasi szkolni kinomani.

Opracowała: Iwona Więsek